Jem naturalnie – czy na pewno?

Szalenie modna w ostatnich latach pogoń za tak zwaną zdrową żywnością może co niektórych sprowadzić na manowce. Tak jak wspomnieliśmy wyżej, przeciętny konsument nie ma realnych możliwości zweryfikowania, czy dany wyrób pochodzi wprost z natury i jest wolny od syntetyków. Pozostaje zaufanie producentowi, które już wiele razy było narażone na szwank.

Bywa również tak, że klienci dają się złapać w sidła sprytnej manipulacji i dostają coś pozornie ekologicznego i wyjątkowego, co w rzeczywistości wcale takim nie jest. Ostatnio dużą karierę zrobiła nowa marka jajek promowanych jako „wolne od GMO”. Nikt jednak nie mówi głośno o tym, że są one pozyskiwane na drodze chowu klatkowego – a tam trudno spotkać mityczne „szczęśliwe kury”.

Pierwszą i stosunkowo prostą rzeczą, którą możemy zrobić, aby lepiej wiedzieć, co faktycznie jemy jest uważne czytanie etykiet. Często jest tam wiele informacji, które mogą zmienić nasz pogląd na konkretne produkty. Wytwórca jest prawnie zobligowany do wymienienia tego, co dodał do swojego wyrobu i często są to rzeczy, które z naturą nie mają wiele wspólnego.

Inna ważna kwestia to alergeny. Jeśli jesteśmy na coś uczuleni, to dokładna lektura składu surowcowego jest po prostu obowiązkowa. Obecnie dużo prościej niż jeszcze kilkanaście lat temu pozyskać dokładną wiedzę o tym, co oferują nam producenci żywności.

Prawo nakłada na nich dość rygorystyczne obowiązki informowania o składzie i warunkach wytwarzania, choć wciąż pozostaje pole do manipulacji i sprytnego ukrywania niektórych wiadomości.